27 maja 2013

Początki: część oficjalna, czyli przedstawienie bohaterów

 

Dzień dobry wszystkim! 


     Witajcie na blogu Nici (z) Szycia, czyli moje uszytki udane i nieudane.
Ten blog będzie właściwie o tematyce "Zrób to sama" bądź z angielska, DIY.
Będzie więc o szyciu, krawiectwie, tkaninach, wszystkim tym, co można samemu, nieraz niedużym nakładem pracy wykonać.
A taka nazwa bloga, bo i pewnie nie raz nici z tego szycia i dłubania wyjdą.
Czasem jednak może się coś uda.
Przekonamy się :-)
     Jestem krawieckim samoukiem z krótkim stażem. Zapał jednak ciągle mam, więc i z każdą kolejną krawiecką próbą robię jakiś postęp. I chcę się tym podzielić. 
       A zaczęło się tak: Jak każda kobieta uwielbiam mile łechtać moją kobiecą próżność i stroić się w różne fatałaszki by czuć się piękną i kobiecą. Jednak mimo tego, że jestem nieco próżna, jestem też dość rozsądna i pragmatyczna. Jakość i cena w sklepach sieciowych nie zawsze idą w parze, nie zawsze to, co mi się podoba dobrze na mnie leży, nie zawsze jest w kolorze, który mnie interesuje, nie zawsze też mój budżet jest w stanie w danym momencie udźwignąć wydatek, jakim jest nowy ciuch. 
Stwierdziłam więc, że nauczę się sama szyć - przecież  to nie może być takie trudne!
Sama będę mogła zdecydować jaki fason i kolor ma mieć dana rzecz, dobiorę odpowiedni rozmiar i długość. Koszty na pewno też będą niższe, bo tylko tkaninę i kilka dodatków krawieckich będę musiała nabyć, a i jaka satysfakcja będzie, że ja, że to sama! O! Zaczynam więc!
     Najpierw kupiłam numer Burdy, to był 8/2012. Pochłonęłam wszystkie strony, zapragnęłam co najmniej połowę wykrojów przeistoczyć w elementy mojej garderoby (mam tak w sumie ciągle, przy każdym numerze Burdy :-P). Później odkryłam strony ekrawiectwo i papavero.pl i kilka blogów o szyciu. Opowiedziałam też o moim marzeniu bliskim. 

Dziś Nici, czyli ja, na stanie ma:

  • nożyczki (nie krawieckie oczywiście, jakieś takie no name, na folii aluminiowej regularnie ostrzone),
  • kilka szpulek nici (kolekcja ta regularnie się powiększa z każdym nowym uszytkiem),
  • szpilki i igły,
  • centymetr żółciutki, 
  • szpulki (a właściwie szpulka - sztuk 1), 
  • i wreszcie gwiazdę tegoż przedsięwzięcia, maszynę Victorię Dotmold. 

 Maszyna wiekowa, bo jak twierdzi teściowa, pamięta czasy wczesnego PRL-u. Wówczas przywieziono ją do Polski z wystawki z RFN. Kilkanaście lat stała w piwnicy, bo teściowa przywiązana do swojego Singera (na pedał!) nie potrafiła się przerzucić na to cacko. Podobno za szybko szyje.  
Dziś stoi u mnie, ma się całkiem nieźle, wymagała co prawda małej regulacji, oliwienia i klejenia, ale małżon podołał temu zadaniu sam, więc obyło się bez interwencji specjalisty. 
Staruszka Victoria szyje ściegiem prostym i zygzakiem, i to musi Nici (z) Szycia w zupełności wystarczyć.
Póki co za mojej kadencji, maszyna ma na swoim koncie kilka uszytków udanych i mniej udanych oraz trzy złamane igły (moja wina, bo szpilek się nie chciało wyciągać).

Przedstawiam Państwu Victorię:




Victoria Detmold



Stara ale jara!


Zapraszam zatem do  odwiedzania i komentowania. 
Pozdrawiam i do kolejnego postu!

Nici

3 komentarze:

  1. Witam nową koleżankę :) Życzę powodzenia i wytrwałości w tej nowej, zaspokajającej kobiecą próżność pasji :)

    ps. Odnosząc się do złamanych igieł i szpilek - szpilki wpięte prostopadle do kierunku szycia raczej nie powinny przeszkadzać, chociaż mój stary Łucznik robił mi czasem psikusy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale fajna maszyna, taka 'z duszą' :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też mam taką maszynę! :D Troszkę więcej ściegów ma, ale z wyglądu identyczna! Co prawda teraz szyję na Janome 423S, ale z tą maszyną przeżyłam swoje ;) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Za każde pozostawione tu słowo bardzo dziękuję!