Wraz z wiosenną ciepłą aurą wracam na blogowe pielesze.
Słońce i budząca się do życia natura wymusiła na mnie zmianę garderoby wierzchniej na coś zdecydowanie lżejszego i znacznie luźniejszego przynajmniej w części biodrowo-brzusznej. Człowiek po zimowym zasiedzeniu w domu z chęcią wystawiłby twarz do słońca jednak
To, co znajduje się w mojej szafie nie spełniało jednocześnie obu tych warunków więc niewiele się zastanawiając postanowiłam zrobić sobie coś sama.
Poczułam znowu Niciowy zew.
Bardzo dobrze, że w końcu przyszedł, bo kto to słyszał żeby takie przestoje w pracy maszyny robić?
Dziś pokażę więc owoc owej pracy, czyli moją wersję płaszcza-plerynki tudzież ponczo, dla którego formą wyjściową był płaszcz z Burdy 8/2012 nr 131.
![]() | |
Tak wygląda wyjściowa forma, można ją sobie dokładnie obejrzeć tutaj |
Moją modyfikacją było przedłużenie płaszcza o 3cm a także poszerzenie (o 10cm) poniżej linii ramion. Obawiałam się, że moje krągłości się nie zmieszczą w podstawowym wykroju. Przygotowałam więc części wykroju według wytycznych Burdy. Ułożyłam je na tkaninie (wełniany flausz) i dodałam nieco od siebie.
Szybko poszło z modyfikacjami, bo to jak widać, dosłownie kilka małych przedłużeń. |
Potem była już tylko przyjemność krojenia. Lubię to, choć zawsze kroję z nieco drżącym sercem.
Jeszcze tylko podszewka...
Muszę pochwalić Silvercresta w tym miejscu - pięknie sobie radził z przeszywaniem nawet czterech warstw tej grubej i mięsistej jednaj tkaniny.
Aha! Zmianę wprowadziłam jeszcze jedną - w oryginalnym wykroju w bocznych szwach płaszcza znajdują się jedynie otwory na ręce. Tak też na początku zrobiłam, ale nie podobało mi się jak układała się tkanina w tych miejscach, postanowiłam więc rozciąć szew do końca, poczynając od wysokości łokcia - tak jest o wiele lepiej i wygodniej!
I można już otulonym w to miękkie wdzianko wyruszać na przedwiosenne spacery.
Pozdrawiam i do kolejnego postu!
(oby zew niciowy mnie nie opuścił)
Nici z Szycia